| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Cotygodniowy ranking osób!!
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
49677
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
2392
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
774
|
|
|
|
|
2009-04-24
Tego dnia ktoś przeżywał moją tragedię…
|
Pamiętam, że tego wieczoru nic mi nie wychodziło. Na dodatek jeszcze biłem się z myślami, czy tak naprawdę to wszystko co robię jest komuś potrzebne. Skończyło się na oglądaniu czegoś na rozweselenie, aby ten wieczór nie był stracony do reszty… I nagle sms. Czytam… dwie osoby proszą o modlitwę… umiera matka młodej dziewczyny… Łzy się same cisną do oczu, czas staje, a przed oczami stają wspomnienia z mojej własnej tragedii.
Mówi się, ze wszystko płynie, wszystko się zmienia. Upłynęło sporo czasu nim się zdecydowałem reaktywować tego bloga. Z wieloma z Was poznałem się osobiście, albo wymieniliśmy kilka maili, rozmawiamy na gg. Tak więc ufam, że wielu z Was odwiedzających tego bloga, zna mnie dobrze, albo tak troszkę. Tak więc nie muszę się już aż tak bardzo chować jak widać na zdjęciu po prawej stronie. Ale skoro ja się zmieniłem, to i wszystko co mnie dotyczy też. Większość osób nie lubi słowa „zmiana”, ale one dzieją się bez naszego udziału. Nie ma już domu z naszych dziecięcych lat, nie ma już budynków, sklepów, straganów, ulubionych budek z lodami latem i hot dogami z kapustą lub pieczarkami zamiast parówki zimą. Zmieniają się też ludzie… niektórych nie ma już wśród nas.
Ponad pół roku temu po ciężkiej chorobie straciłem mamę. Dobrze pamiętam godziny przed jej śmiercią, która mimo pogarszającego się zdrowia i tak nas wszystkich zaskoczyła. Wtedy też w akcie rozpaczy, czy może ostatniej deski ratunku prosiłem znajomych o modlitwę. A tego dnia ktoś liczył na mnie. Czasem powątpiewam czy moja modlitwa coś daje, ale tego dnia nie miałem wątpliwości. Najgorętszej i najmocniej jak mogłem miałem w głowie te myśli, ten obraz co mają w duszy te dwie osoby.
Czas po śmierci bliskiej osoby nazwałbym dziwnym. W moim przypadku obok smutku poczułem ulgę. Bo najgorsze jest to, że masz świadomość cierpienia, a nic zrobić nie możesz. Paradoksalnie okres walki z chorobą mojej mamy, jej samej i całej rodziny nazwałbym czasem, który dodawał mi olbrzymiej siły. Bo jak wspomniałem, najgorszą w tym wszystkim rzeczą jest niemoc. Jeśli cierpienie daje nam przepustkę do lepszego życia, to moja mama powinna być tam gdzie potrzeba. Jednak wracając do wcześniej zaczętej myśli – czemu dziwny to czas? Bo jeśli czas leczy rany, to ten czas po jej odejściu był jakiś dziwny, bo ich nie leczył. Wręcz przeciwnie uświadamiał, że w moim życiu nastąpiła wielka zmiana, której nikt i nic nie zastąpi, a nawet nie złagodzi jej następstw. Gdzieś w głowie pojawiały się luźne zdania, obrazy, wspomnienia, a potem strach, że to wszystko zginie, zniknie…. zniknie dźwięk głosu, tak jak już nigdy nie poczuję smaku mojego ulubionego lecza z cukinii.
Ale potem pojawia się nadzieja, bo przygotowując święta, czy każdą inną rzecz, przypominasz sobie jak Ona to robiła, jak Ona chciałaby żeby było zrobione. Więc może to jednak nie zginie… Tylko ta tęsknota częściej łapie za serce. Ale wtedy staram się przywoływać na myśl wszystkie radosne chwile. Jednak świadomość straconego czasu, którego już nie nadrobimy znów zaczyna boleć. Czasem tak, że aż trudno iść dalej do przodu. A iść trzeba, a to co najważniejsze nosić w sercu, pielęgnować, wracać do tego, by móc potem się tym dzielić.
Notkę tą dedykuję pamięci mojej mamy, która czuwa nade mną i teraz może się o mnie dowiedzieć więcej niż kiedykolwiek jej mówiłem.
A tamtego dnia… ktoś inny przeżywał moją tragedię… A następnego ranka spadł deszcz i wszędzie pachniało wiosną, tak jak Ona zawsze to lubiła :)
|
|
Komentarzy:
7
|
|
2007-09-21
Daj mi nowe życie...
|
Niech przestaną się śmiać Ci wszyscy, co nie wierzyli, że kolejna notka się pojawi. Oto jest nowa, przemyślana i oparta na prawdziwych wydarzeniach. Moi drodzy… tak się jakoś dziwnie złożyło, że okres przełomu sierpniowo-wrześniowego stał się czasem rozstań, kłótni i zaburzeń równowagi życiowej co niektórych. Nie mam tu na myśli bijących po oczach statystyk rozstań tzw. „wakacyjne miłości”, chociaż słowo „miłostki” byłoby bardziej wskazane. Nie wiem czy można w tym wypadku mówić o jakiejś pladze, ale przez ostatnie 2 miesiące zewsząd nadciągały ponure wieści dotyczące rozpadu, czy jak kto woli rozstań związków, które mogły się pochwalić jakimś dłuższym stażem niż tylko czerwcowo-lipcowo-sierpniowym i to nie zawsze zawierającym się w tych wszystkich miesiącach. Omińmy jednak temat przyczyn takiego stanu rzeczy, bo tutaj dowolność formy jest różnorodna jak stoiska na Stadionie Dziesięciolecia, który podobno ma być zamknięty jak nieraz rozdziały w naszym życiu, najlepiej te do których nie chcemy już wracać. Bo czasem jest to tzw. „zmęczenie materiału”, nowa miłość, a co się z tym wiąże czasem zdrada, a nawet dowiadujemy się czasem, że osoba z którą było się tyle czasu tak naprawdę nie została jeszcze do końca poznana i zrobiła numer o jaki do tej pory nawet podejrzewana nie była. Ale jak już mówiłem zostawmy to…
Nawiązując do tytułu tejże notki zajmiemy się tym co zostaje już po rozstaniu. Mam tu na myśli „rozpoczęcie nowego życia”. I na pewno nie jest to prosta sprawa. Bo jak tu myśleć o zaczęciu czegoś nowego, a dokładniej życia, skoro odechciewa nam się czegokolwiek?? Spokojnie, najważniejsze to zaufać czasowi, niech emocje opadną. Dobrze jest czasem zmienić coś. Kobiety wiedzą o czym mówię bo najczęściej zmiany w ich życiu, tego typu zmiany, zostają ukoronowane nową fryzurą, nowymi butami, nową kurtką, bądź też nowym kolorem włosów. Jednak zaczynając tą rewolucję nie należy zmieniać wszystkiego, bo tak naprawdę po co?? Czy wszystko co do tej pory robiliśmy było złe?? Może warto więc rozpocząć coś nowego. Spojrzeć w przyszłość, wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś czego się nie robiło, albo nie miało się na to czasu.
Każdy wie, że związki pochłaniają wiele naszego czasu. Znam przypadki, że często niektóre osoby rezygnują z siebie samego, rezygnują z przyjaciół, ze znajomych, ze swojego życia by stać się częścią życia kogoś innego. Takim osobom jest najtrudniej. Bo trudno jest wracać do tego z czego się zrezygnowało?? Te osoby żyją jeszcze przez długi czas nadzieją, że będzie jak było, że ta osoba wróci. To tylko dalsze kontynuowanie cierpień. Wmawianie sobie czegoś w dodatku negatywnego.
Jest jeszcze inna grupa osób. Obwiniających siebie, cały świat, innych za to co się wydarzyło. Jeśli rzeczywiście jest za co być winnym to trzeba wyciągnąć po prostu wnioski. W przypadku, gdy wszelkie wieszanie psów jest bezpodstawne to zamiast biadolić nad sobą to właśnie teraz nadszedł czas, aby udowodnić sobie, że tak nie jest. I znowu wrócę do tego by zacząć pracować nad sobą. Bo zawsze jest czas na to by to zrobić.
Ale czemu o tym wszystkim mówię. Po co to wszystko?? Zamknęliśmy jakiś rozdział w życiu. Co z tego, że zostaliśmy sami, ale czy na pewno?? Przecież mamy siebie i jeśli w swoim byłym związku niewiele poświęcaliście sobie, licząc że druga osoba się tym zajmie, to teraz czas najwyższy się za to zabrać. Polubić bycie ze sobą, nie uzależniać swojej własnej oceny od tego, czy jest się z kimś czy nie. Ktoś nieopatrznie zinterpretuje to jako przygotowanie, jako podświadome nastawienie się do tego by zostać już na zawsze samemu. I bardzo się myli ten kto tak pomyślał. Nie wiem czemu to na tym świecie tak przewrotnie wszystko jest skonstruowane, że nie zawsze rzeczy zdałoby się logicznie prawidłowe mają sens. Praca nad rozwojem siebie, swojej osobowości może nam pomóc w przyszłości nad spotkaniem nowej osoby, spojrzenie na wiele spraw z innej perspektywy, a w końcu zbudowaniem lepszych podstaw dla nowego związku. Poznawać znaczy rozumieć, a rozumieć znaczy się uczyć. Tak tak uczymy się przez całe życie. Tylko może czasem warto poznawać siebie, żeby uniknąć takiego zakręcenia kiedy w naszym życiu coś się zmienia, bo trzeba się starać by były to zmiany na lepsze.
Na koniec muszę się Wam do czegoś przyznać. Kiedyś próbowałem zmierzyć się z tematem recepta na życie. Jakie wyciągnąłem wnioski?? Nie ma określonej recepty na życie, ono zaskakuje nas tyle razy, że życia by nie starczyło. Kto tak nie uważa to po prostu jego życie jest nudne i wręcz do znudzenia przewidywalne. Ale są tacy, którym jest z tym dobrze… nie nasza rzecz. Pożegnam się dziś słowami piosenki, która od kilku lat pobudza mnie do działania, do różnych wypadów, podróży, próbowania nowych rzeczy, poznawania nowych ludzi. I niech to będzie mottem dzisiejszej notki: „A gdzie wy jesteście ogarnięci anemią?? Jakie potem będą wasze wspomnienia??”. Piosenka zespołu Róże Europy ze słynnej już płyty „Poganie kochaj i obrażaj”, tytuł „Schodami do nieba”.
Do następnego razu więc!!
Rafalu |
|
Komentarzy:
20
|
|
2007-09-07
Już zapomniałem jak to jest….
|
Zasiadając do tej notki miałem na nią dwa pomysły. Pierwszy – wytłumaczyć się z wszystkiego, powiedzieć dlaczego nie było mnie tyle czasu. Dlaczego milczałem, gdy wiele osób dopytywało się wciąż o nową notkę, o przyczyny. Drugi pomysł – udawać, że nic się nie stało, zasiąść do pisania jak gdybym ostatni wpis zrobił co najwyżej tydzień temu. I co wybrałem?? Kompromis… Zasiadam do pisania jakby nigdy nic, ale nie udaję że nie widzę problemu. Powiem krótko – od ostatniej notki wiele się zmieniło… to jest coś na wzór takiej historii „rok później”, a w tym wypadku raczej „kilka miesięcy później”. Ci co zajrzą na tego bloga obudzą się w nowej rzeczywistości. Bo jak wspomniałem wiele się zmieniło w moim życiu to czy i ja się przypadkiem nie zmieniłem?? Odpowiedź przyjdzie sama.
Naprawdę zdążyłem zauważyć, że czym dłużej człowiek nie pisze to zapomina jak to jest „pisać”. Ileż to podobnych prób stworzenia kolejnej notki kończyło się fiaskiem to wiem tylko ja. Z tego wynika, że wtedy nie był to odpowiedni czas. A jak wiadomo o czasie wiemy tylko trzy podstawowe prawdy, mianowicie: był, jest i będzie.
A czemu dziś o czasie akurat?? Nie wiem jak innym, ale mi kojarzy się nieodłącznie ze wspomnieniami. Szczęśliwi Ci, którzy wciąż idą do przodu bez oglądania się za siebie. Im nigdy nie zabraknie pomysłów na dalszą ziemską wędrówkę. Pamiętam jak kiedyś w ucho wpadła mi taka jedna piosenka zespołu Lady Pank, mogę się pomylić w tytule, więc wybaczcie proszę, że go nie wymienię, ale w refrenie padały tam następujące słowa: „nie spoglądaj nigdy wstecz, bierz od życia to co chcesz, nawet kiedy mówią: nie, prosto w oczy im się śmiej”. Autorem tych słów jest zmarły w tym roku Jacek Skubikowski, jak dla mnie jeden z lepszych tekściarzy w tym kraju, i jak większość tego co dobre w naszym kraju moim zdaniem jego twórczość nie została doceniona, a szkoda. Wracając do tematu, słowa które przytoczyłem dla mnie i zapewne dla wielu są abstrakcją. Ci co mnie dobrze znają wiedzą, że los obdarzył mnie dość dobrą pamięcią, potrafiąc przypomnieć sobie co ktoś kiedyś powiedział podczas jakiegoś spotkania parę lat temu. Jeśli z reguły pamięć jest wybiórcza, to wyobraźcie sobie sytuację, w której zapamiętujecie więcej niż wynika z tejże reguły. Ale dlaczego o tym mówię?? Oczywiście jestem zdania, że czasem lepiej nie poświęcać czasu zastanawiając się nad tym co było tylko dalej brnąć do przodu, to jednak historia, czy to naszej ludzkości, narodu, a także indywidualnie każdego z nas, ona nas kształtuje, potrafi pokazać nam skąd przyszliśmy, jaką drogą, która nas ukształtowała takimi jakimi jesteśmy. Więc może czasem jednak warto się uporać z tym co nas gryzie, co zdarzyło się niedobrego. Bo jak wspomniałem na początku szczęśliwi są Ci, którzy nie muszą oglądać się za siebie, a jedynie robią to z nieukrywaną przyjemnością. Zadajmy sobie pytanie czy można iść zatem do przodu nie pogodziwszy się z przeszłością, nie rozwiązawszy dawnych spraw, mając pretensje wciąż do kogoś lub czegoś za to co nas spotkało?? Oczywiście, ze można. Tylko, czy nie za ciężko?? Czy nie jest wtedy łatwiej zbłądzić, kiedy zatrzymujemy się w nieznanym miejscu na odpoczynek?? Można wtedy nie zdążyć przed nocą.
Zdaję sobie sprawę, że uporać się z przeszłością nie jest łatwo. Nie ma na to żadnej receptury, a i uciec się przed nią nie da. Czasem więc warto spojrzeć jej prosto w twarz i kiedy będzie to możliwe zamknąć ją w niewielkim pudełku i odstawić gdzieś na półce w zakamarkach umysłu. Szczególnie te wspomnienia które bolą. A te które niosą śmiech i łzy radości trzeba pielęgnować aby stały się inspiracją dla następnych. Pamiętacie piosenkę Wilków „Aborygen”. Niech jej fragment będzie trafnym podsumowaniem tejże notki „Są dla nas miejsca nieznane, są takie chwile dla których się żyje”. Dodam tylko od siebie, te chwile wyznaczają nam drogę i nimi należy kierować się w życiu. Póki co się żegnam.
Do następnego razu!!
Rafalu
P.S. Notkę ta dedykuję pewnej osobie o imieniu Sabina, która wie coś na ten temat, bo sama wie ile przeszła… |
|
Komentarzy:
27
|
|
2006-12-31
Minął rok!!!
|
| Dokładnie rok temu założyłem tego bloga. Ci którzy byli ze mną od początku wiedzą jaką drogę przeobrażeń on przeszedł. Chyba mogę mówić przy okazji dzisiejszej notki o pewnym sukcesie jaki to miejsce odniosło, skupiając wśród niego wiele osób, którzy chcieli skonfrontować swoje poglądy z moimi i innych.
Dziękuję tym, którzy odwiedzają to miejsce jak tak często jak tylko mogą i tym którzy niestety już tu nie zaglądają. Z tego miejsca chciałem powiedzieć, że blog cały czas istnieje i będzie istniał, a ten zastój jaki trwa od października niedługo się skończy. Być może uda się powrócić do „świetności” tej strony, która trwała przez kilka miesięcy tego mijającego już roku.
Zaczynając pisanie tego bloga miałem pewien pomysł na niego. Potem jednak troszeczkę zmieniłem jego formułę na dość poważniejszą. Parę osób w znaczący sposób mi pomogło, aby tą stronę w takim kształcie jakim większość z Was zna. Jednak nie spodziewałem się takiego efektu, który przeszedł wszelkie moje oczekiwania. Co niektórych też.
Dlatego z tego miejsca chciałem bardzo wszystkim podziękować za to, że byliście i mam nadzieję, będziecie. Noe sposób wymienić wszystkich, ale pozwólcie że w tym miejscu wymienię osobę, dzięki której czytanie tego wszystkiego było przyjemniejsze. Mianowicie wielkie dzięki drogi Sąsiedzie za wspaniałe widoki, które oddają piękno tego świata, tak często niezauważanie przez wiele osób.
A teraz dość już tych podziękowań. Mam nadzieję, że spotkamy się już niedługo w przyszłym roku i że nie zabraknie kolejnych gorących dyskusji, maili i rozmów. A wszystkim życzę:
POMYŚLNOŚCI W NOWYM ROKU!!!!!!
Do następnego razu…
Rafalu
P.S. A tak na marginesie ciekawi mnie która notka najbardziej się Wam podobała, bądź miała duży wpływ na Wasze życie. Opowiedzcie mi o tym w wolnej chwili. |
|
Komentarzy:
36
|
|
2006-12-24
Świateczne życzenia!!!
|
Dostałem te życzenia od pewnej osoby i szczerze powiedziawszy chciałbym je przekazać Wam wszystkim, bo tu jest to co tak naprawdę chciałbym Wam życzyć:
"Zycze Ci... goracej filizanki kawy, ktora ktos dla Ciebie zrobi, nieoczekiwanego telefonu od starego przyjaciela, zielonych swiatel na Twojej drodze do pracy albo sklepu, najszybszej kolejki w sklepie, ulubionej piosenki w radio. Zycze Ci dnia pelnego szczescia w perfekcyjnych dawkach, ktore dadza Ci radosne poczucie, ze zycie usmiecha sie do Ciebie, obejmuje Cie i przygarnia, poniewaz jestes kims specjalnym. Zycze Ci wesołych i radosnych Świat.."
Pozdrawiam
Rafalu Do nastepnego razu!!! Do zobaczenia...,do usłyszenia... gdzieś, kiedyś w Polsce!!! |
|
Komentarzy:
11
|
|
2006-10-22
Rozcarowanie...
|
Witam! Moja ostatnia przerwa spowodowana była właśnie dziwnym stanem rozczarowania, o której pragnę dzisiaj napisać. Nie raz rozczarowywałem się ludźmi tudzież ich zachowaniami, ale zawsze w sercu była jakaś iskierka nadziei, że przecież nie każdy taki jest. No ale znowu to się stało. Rozczarowałem się ludźmi znowu. Człowiek w takich chwilach zastanawia się czy to co robi, jak żyje itp. ma w ogóle sens. Bo przecież wciąż dochodzę do wniosku, że ludzie tacy są, tacy byli, tacy będą. Może nie wszyscy, ale zdecydowana większość. Nie raz pisałem, że trzeba robić swoje bez względu na wszystko. I chyba naprawdę pozostaje tylko to. Bo jak wytłumaczyć to, że trudno natrafić na osobę, której świadomość wychodzi dalej niż „Taniec z gwiazdami”, albo inna papka. Ale nie w mediach tu rzecz i tym razem ten temat pominę. To było tylko porównanie. Po dłuższym czasie przebywania na co dzień w towarzystwie osób tak bardzo ograniczonych, że aby się do nich dostosować i mieć o czym porozmawiać to należy oglądać wszystkie seriale, człowiek czuje się zmęczony. Jednak nie o zainteresowaniach tych osób chciałbym tu napisać. Raczej mam tu na myśli wartości. Ich wartości. Gdybym chciał je opisywać, ta notka tu właśnie by się skończyła. Bo tacy ludzie nie mają wartości!! Bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy nic sobie nie robią z przysięgi małżeńskiej?? Skoro to dla nich taki problem to czemu brali ślub. A może właśnie wszyscy tak mają i tylko z racji mojego stanu cywilnego ja nie mam o tym pojęcia. Powiedzmy, że to co kto lubi jest jego prywatną sprawą. Jednak niektóre zasady obowiązują nas wszystkich, chociaż jak mi ktoś powiedział, że nie można być czyimś sumieniem. Bo jak wytłumaczyć można to, że rokrocznie dwoje moich znajomych, ona rok po ślubie, on przynajmniej 3 lata, kiedy tylko są daleko od swoich domów ciągną ku sobie jakby żałowali, że nie są właśnie ze sobą w normalnym życiu, jakby to niby miałoby zrekompensować im poczynione błędy przeszłości. Szukam odpowiedzi – dlaczego??  Kolejna sprawa, tyczy się tego, że nie spotkałem się w naszym kraju innego sposobu tzw. Zabawy niż poprzez zapijanie się w towarzystwie z byle kim i byle gdzie oraz tańcami z wyżej wymienionymi osobami. Żeby nie było, że ja taki święty jestem to sam jestem autorem bardzo ciekawych, a raczej twórczych zachowań po uprzednim upojeniu alkoholowym. Ale niestety człowiek ma już dość bo ludzie potrafią „bawić” się wyłącznie w jeden sposób – pochlaj i taniec. Czy naprawdę nie ma innej możliwości?? Jeśli nie ma to jest to naprawdę rozczarowujące. Nie lubię sytuacji bez wyjścia, a w tym przypadku takiego nie widzę. Alkohol towarzyszył ludziom od wieków. Wszystkie rytuały picia, które sprowadzają się do zwykłego picia pod sklepem, czy zwykłego domowego celebrowania czyjejś okazji, są właśnie wynikiem tradycji, na której nie mieliśmy wpływu. I chyba każdy się zgodzi, że takie zajęcie potrafi być czasami zabawne i twórcze, ale czasami rodzi ból i agresję, a nadużywanie go nie jest wskazane. Reasumując to potrafię zrozumieć, ale tańca chyba nie zrozumiem nigdy. I co najgorsze nikt mi tego wytłumaczyć nie potrafi. I tu zadam pytanie, czy rzeczywiście nie ma alternatywy?? Jednego jestem pewien, taniec jest domeną kobiet i na pewno kobiety go wymyśliły. Więc radziłbym zastanowić się facetom, którzy uwielbiają tańczyć, czy aby ich testosteron jest na właściwym poziomie. Przyjrzyjcie się takiej sytuacji, rzadko na „męskich” imprezach odbywają się tańce, a na „babskich” jest to ich nieodłączny element. Oczywiście mogę się mylić, ale do tej pory nikt mnie nie potrafił przekonać. Na koniec kilka słów wyjaśnienia, dlaczego ta notka jest taka a nie inna. Innymi słowy w pewnym momencie powiedziałem sobie „dość” dla tolerowania tego świata, jaki mnie otacza. Bo i ON przestał tolerować mnie. Pewnego dnia obudziłem się i pomyślałem, że zostaje sam ze sobą, gdyż z wieloma osobami z mojego otoczenia nie da się o wszystkim porozmawiać. Oczywiście człowiek ma jeszcze taką garstkę kumpli, ale dorosłe życie pcha ich coraz dalej w świat. Boję się czasami, że jeśli zostawię ten temat bez echa to któregoś dnia nie będzie tu dla mnie miejsca...
Rafalu
P.S. Sąsiad mam nadzieję, że się nie pogniewasz jak ten jedyny raz umieszczę swoje dwie fotki, które zrobiłem będąc w górach. Następna notka, będzie już napakowana po brzegi Twoja twórczością!! Póki co prace naszego drogiego Sąsiada można oglądać pod adresem: http://galeria.interia.pl/galerie,u_id,58227 |
|
Komentarzy:
43
|
|
2006-10-01
„Jesień to pora emigrantów...”
|
No i stało się, nawet sam nie wiem jak: przespałem wrzesień. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy dziś po raz pierwszy przestało świecić Słońce w ten fantazyjny sposób kiedy jego promienie jakby próbują schować się w kobiecych włosach , pomiędzy nimi, a wiatr próbuje je wyganiać lekkimi podmuchami. Swoją drogą ciekawe czy październik będzie podobny. Jesień jest bardzo ciekawą porą, szczególnie kiedy chodzi o muzykę. Wystarczy porównać jakie płyty wychodzą latem, a jakie na jesieni. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że trąbka najlepiej brzmi właśnie jesienią. Co ciekawe, ale nieważne w jakim zestawieniu w zespole zagrałaby trąbka, w bardzo wyraźny sposób zaznacza swoją indywidualność. Starczy trochę tych muzycznych porównań, na rzecz bardziej merytorycznej części dzisiejszej notki na temat jesieni. Jesienna emigracja najbardziej odznacza się wędrówkami ptaków. Ale nie tylko. Wspominam co roku ten czas, kiedy studenci ze spakowanymi plecakami wyjeżdżali do swoich „akademickich” miast. Tak jak w cytowanej piosence w tytule, jadą „szukać idei która coś zmieni, coś odmieni”. Zastanawiałem się wiele razy, czy to czas kiedy pracujemy, kiedy jesteśmy do czegoś zobowiązani każdego dnia, obojętnie czy to szkoła, studia, praca, szkolenia, kursy czy to jest właśnie normalne życie. Czy właśnie okres wakacji, spokoju, urlopu, relaksu czy to jest właśnie ten czas kiedy możemy poczuć się normalnie. Choć w tym momencie pojawia się mały drogowskaz w tejże dyskusji. Odpowiedź zależy przede wszystkim od tego jakie mamy priorytety. Przecież można żyć od wakacji do wakacji, od urlopu do urlopu, od weekendu do weekendu. Jednak również można czekać na kolejny rok szkolny czy akademicki, na kolejny tydzień pracy. Chyba najwięksi krytycy, którzy tu się rozpisują powinni mi przyznać rację, że właśnie tak jest. Bo kluczem do zachowania równowagi jest niezapominanie o tym, że prócz pracy i obowiązków istnieje jeszcze coś więcej. Chyba, że jest się totalnym ignorantem. „Beztroskie” życie bez żadnego zajęcia nie jest czymś dobrym. Trudno jest w taki sposób mierzyć swoje możliwości, sprawdzić je, a czasem podnieść się ze stanu marazmu. Warto podejmować wyzwania, choć to nie jest zbyt odkrywcza rzecz, jednak czasem trudno jest odkryć w sobie taka chęć do podejmowania wyznań. Nasuwa się więc jeszcze jedno pytanie?? Czy to wszystko, czy wystarczy podejmować wyzwania, podejmować jakieś inicjatywy i starczy?? Odpowiadam – nie. W tym wszystkim warto zastanowić się nad sobą, nad tym co nas cieszy i nad tym czy można pomóc innym. Jednak nie jest to takie proste. Nie polecam nikomu uszczęśliwiania kogoś na siłę w jakiś radykalny sposób. Otacza nas tyle rzeczy. Udowodniono już nie raz, że nasze zmysły rejestrują więcej niż nam się wydaje. Ale co my mamy z tego natłoku informacji. Przecież i tak nie umiemy ze wszystkiego korzystać. Dlatego proponuję abyście zadali sobie jedno ważne pytanie. Na ile tematów jesteście w stanie rozmawiać, w ilu czujecie się mocni. Generalnie irytują mnie stwierdzenia, że ktoś nie będzie ze mną (lub w ogóle) rozmawiał na dany temat bo się tym po prostu nie interesuje, albo czegoś nie lubi. Jest to jak dla mnie niewystarczający argument, aby zakończyć rozmowę. Posłużę się tu bardzo trafnym cytatem z filmu „Fanatyk”, oczywiście może nie do końca słowo w słowo powtórzonym, ale główny sens przedstawia się następująco. Główny bohater tego filmu, będący skinem, strofuje swoich kolegów (również skinów) na temat kultury żydowskiej. Jeden z kompanów skinheadzkiej braci zarzuca głównemu bohaterowi, że ten tylko udaje antysemitę, bo tak naprawdę pała miłością do „Narodu Wybranego”. I właśnie wtedy padają najbardziej kluczowe słowa dla tej sceny. Główny bohater stwierdza, że nie można walczyć z kimś nie znając swojego wroga. Bo idiotycznym się wydaje walczyć z kimś, kogo się tak naprawdę nie zna, bo po co?? Jak dla mnie nie jest sztuką nie powiedzieć nic na dany temat, sztuką jest powiedzieć cokolwiek o czymś czego tak naprawdę nie znamy, albo wiemy dlaczego to nas nie kręci. Może właśnie ludzie humanizmu właśnie mieli rację?? Jak zwykle tą część zostawiam Waszym rozważaniom. I na koniec rzecz o której już wcześniej chciałem powiedzieć. Część z Was zapewne zauważyła, że powstało coś takiego jak „Rafalu Cafe”. Jest to całkowicie nowy pomysł wśród blogów, coś co ma się opierać na rozmowie, na dialogu. Tym się ma to różnić od komentarzy pod notkami, gdyż nie ma ograniczenia co do tematu. Chciałbym, aby tam ścierały się Wasze opinie na różne zagadnienia, na te poważne, niepoważne, przyziemne i wzniosłe. Nie ważne czy wchodzi do kina nowy film, czy Legia gra z Wisłą, a może reprezentacja w każdej innej dyscyplinie, czy może warto czegoś posłuchać... jednym słowem dowolność. Dlatego tam nie będzie długich notek, jeśli coś się wydarzy, to tam też mam nadzieję. Już niedługo ruszy to pełną parą i sami zobaczycie co mam na myśli. Póki co zapraszam do obejrzenia kolorystyki tego miejsca. Jak tam trafić?? Bardzo proste – link znajduje się w linkowni na blogu, a dla tych którzy nie wiedzą o czym piszę proponuję w swojej wyszukiwarce wpisać „Cafe Rafalu” bądź same „rafalu” i z tego co mi wiadomo druga pozycja wśród rezultatów szukania to właściwy adres. Pozdrawiam i do następnego razu!! Rafalu |
|
Komentarzy:
30
|
|
2006-09-05
Koniec stał się początkiem
|
Ostatnio złapałem się na jednej rzeczy. Któregoś dnia wszedłem na swojego bloga w oczekiwaniu na notkę. I jej tam nie było... Trudno jest mi ostatnio zebrać myśli i to w takim stopniu, że ta notka mogłaby mieć tytuł „Właśnie wyhodowałem sobie drugą głowę a ręka zniknęła”. Ale spokojnie aż tak źle nie jest. Po prostu przychodzi czas, że trzeba na wiele spraw spojrzeć z boku. Spojrzeć i zdać sobie sprawę czy to co jest dookoła jest nam jeszcze potrzebne. Przeglądając ostatnimi czasy swoja listę kontaktów, zwróciłem uwagę na to ile jest na niej osób, na których bądź się zawiodłem, bądź nie zamieniłem z nimi słowa od dłuższego czasu. Jednak zastanawia mnie to czy ktoś z Was czytających te słowa modlił się o to by nie zostać w życiu sam??  Stojąc z boku łatwo można zwrócić uwagę na to jak wiele osób boi się właśnie samotności. Zapomniałem jednego dodać. Jak wiele to młodych osób. Do czego zmierzam?? Zobaczycie na końcu, albo w pewnym momencie. Cofnijmy się więc do czasów w naszym ziemskim życiu, kiedy w wieku nastoletnim jesteśmy świadkami narodzin wielu kompleksów, które potrafią zaprzątać nam głowę nawet po dziś dzień. A co jest przyczyną większości z nich?? Otóż właśnie samotność. Człowiek czasem ma wrażenie, ze nie ma na nią wpływu. Dotyka, spotyka, jest obecna, to do niej mamy pretensje, gdy znowu coś poszło nie tak. A ona potrafi nieźle zdezorientować. Choć pośrednio takiego stanu rzeczy zaczynamy doszukiwać się w innych rzeczach, kształcie naszego ciała, wyglądzie zewnętrznym, cechach charakteru. Wystarczy spojrzeć jak te elementy budują naszą psychikę, a jednocześnie potrafią nam ją wypaczyć. Często szukamy nie wiadomo czego, aż któregoś dnia to znajdziemy. Tak w skrócie można by opisać sytuację, kiedy wciąż trafiamy na nieodpowiednie osoby, a szczęście znajdujemy z kimś kto raczej nie miał szans by spełnić wymagania odpowiedniego kandydata. No i tu się pojawia kwestia skąd się to wszystko bierze?? Czy jeśli ktoś spotyka wciąż niewłaściwe osoby na swej drodze jest to efekt jakiegoś upartego dążenia w jednym kierunku czy może raczej brak przemyślanego działania?? Kilka lat śledziłem losy pewnej młodej dziewczyny, która umawiała się z jednym typem facetów, po prostu z tym niewłaściwym. Ci „mężczyźni” nie wiedzieli czego tak naprawdę im potrzeba, więc nie podchodzili z wielkim zaangażowaniem do owej bohaterki naszej historii. Chyba nie muszę tego mówić jak się to kończyło za każdym razem. W końcu poznała kogoś, kto odmienił jej życie przy czym do żadnego z poprzednich nie był podobny. Czego tak więc naprawdę szukała?? Celowo nie zadałem pytania „kogo”?? Zapewne takich historii znacie mnóstwo i sami potrafilibyście nakreślić odpowiedź. Bo może rzeczywiście istnieje coś takiego jak przeznaczenie i przychodzi ono w odpowiednim momencie, bo gdyby przyszło za wcześnie nie zaznalibyśmy smaku cierpienia. Wrócę jednak do tego od czego zacząłem. Samotność, której się boimy, ale i samotność, co do której mamy świadomość, że nas pożera powoli. Chyba właściwym byłoby porównanie, że stoimy na szczycie wysokiej góry, bezpieczni że nie spadniemy mając poczucie że nie jesteśmy sami na tym świecie. Jeśli jednak nasze przyjaźnie czy znajomości są złudne, to któregoś dnia możemy boleśnie to odczuć. No i podnieść się będzie trudno. Nie opisuję dziś samotności z wyboru bo to całkiem inna historia, bez gór, szczytów i upadków. Reasumując, mało kto dziś cieszy się na myśl, że spędzi resztę swojego życia w samotności. Choć niektórzy z pokora przyjmują to co zgotuje im los, to niektórzy próbują na siłę mu się przeciwstawić. Nie raz gorzko się na tym przejeżdżając. Pozostaje pytanie, na które nie znam odpowiedzi, bo może Wy wiecie, do czego zdolny jest człowiek, aby samotność nie zajrzała mu w oczy?? Jednocześnie w tym momencie chciałbym podziękować za tych kilka wspólnych lat tym, którzy zrezygnowali w ostatnim czasie z mojej przyjaźni. Choć być może oni tego nie przeczytają to może ktoś im kiedyś powie, że jestem im wdzięczny za tamten czas i w odróżnieniu od nich potrafię powiedzieć cokolwiek niż nic. I właśnie im dedykuję tę notkę. Tak więc koniec stał się początkiem. Do następnego razu tradycyjnie i do zobaczenia w komentarzach!!!
Rafalu P.S. I jak kiedyś zobaczycie kogoś z aparatem w czasie burzy to będzie to Sąsiad. Brawo Sąsiad te zdjęcia to mistrzostwo świata!! |
|
Komentarzy:
99
|
|
2006-07-28
Kamień...
|
Czujemy często coś na kształt kamienia. Coś nam leży czasem na sercu i nie pozwala swobodnie funkcjonować. Coś nam ciąży czasem tak bardzo i najdziwniejsze jest to, że czasem wiemy co i gdzie, a czasem nie mamy koncepcji dlaczego się tak dzieje. Kiedy pomagałem przy budowie domku na działce podczas kopania fundamentów często natrafialiśmy na różne kamienie właśnie głęboko w ziemi. Pamiętam jak wszyscy dziwili się skąd się one biorą?? Przecież ich nikt nie sieje, a potrafią osiągać bardzo duże rozmiary. Zresztą, aby taki kamień mógł się „wyhodować” potrzeba dużo czasu. Tak samo jest z człowiekiem. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z ogromu spraw jakie z biegiem czasu nas przytłaczają. Wniosek wypływa więc jeden, że czym prędzej zrzucimy kamień z siebie tym w mniejszym stopniu on nas przytłoczy. Jednak jeśli trzymamy go zbyt długo może obciążyć nas w taki sposób, że ciężko nam będzie się podnieść i naprawić wszystkie uszkodzenia jakie pod jego ciężarem nastąpiły. Kamień w naszym życiu występuje pod wieloma postaciami. Czasem są to problemy, czasem poczucie winy innym razem strach czy obawa. Wszystko co nasz ogranicza, a raczej krepuje nam dojście do wszystkiego co pozwala nam swobodnie żyć. Nawet nasz organizm łatwo odkryje, że coś jest nie tak, a czyny i gesty tez nie będą milczeć. Dziś chcę powiedzieć o rzeczy, która wiąże się z po części z każdą z wymienionych postaci kamienia w naszym życiu. Ostatnio natrafiłem na bardzo ciekawe stwierdzenie dotyczące ratowania związku dwojga ludzi. Ratowania przed zdradą. Wiem, że o zdradzie już pisałem parokrotnie i zawsze ten temat wywołuje wiele dyskusji, jednak nie sposób przejść obojętnym nad kolejną wydaje mi się, że istotną sprawą w tym temacie.  Otóż natrafiłem na ciekawe stwierdzenie jednego z psychologów, że podstawą trwałości związku jest szczerość. Oczywiście każda ze stron powinna mieć jakieś swoje sprawy, swój własny mały świat, czyli delikatnie mówiąc odrobinę prywatności. Jednak najbardziej uderzyło mnie stwierdzenie tego właśnie psychologa, że jeśli w związku coś zaczyna się nie układać należy porozmawiać o tym z partnerem, ale nie po to by wywołać a awanturę, ale aby jeszcze bardziej się do siebie zbliżyć. Wydaje mi się to sprawą bardzo oczywistą, zdrową i wręcz naturalną. No ale to nie koniec. Wyobraźcie sobie, że w sytuacji, kiedy partnerzy zwykle zachowują milczenie, kiedy zaczyna tworzyć się zalążek kamienia, który nadweręży swoim ciężarem filary związku dwojga ludzi, najlepszym lekiem jest rozmowa. Chodzi tu właśnie o sytuację kiedy będąc w związku jedna ze stron czuje zainteresowanie inna osobą. Nie wiem jak wy, ale mi jest trudno wyobrazić sobie parę która siada do rozmowy i jedna mówi do drugiej: „słuchaj podoba mi się ktoś inny, czuję jakąś bliskość do niego, nie wiem co robić z tym faktem”. Prawie większość ludzi powiedziałaby chyba, po tym jak otrząśnie się z szoku, że to nie ich problem, że jeśli ktoś się inny podoba to śmiało, droga wolna. I chyba właśnie dlatego, często to nosimy w sobie, ukrywamy, pozwalamy tworzyć ten kamień zmierzając ku destrukcji. A może po prostu boimy się takiej reakcji partnera? Pytań jak zwykle powstaje wiele w takiej sytuacji. Jednak zastanawiając się nad tym, czy właśnie to, że taka szczera rozmowa może być ratunkiem, czasem ostatnim nawet, nie warto podjąć jej jak najprędzej?? Chyba najważniejsze pytanie, które chyba jedynie sami we własnym zakresie możemy odpowiedzieć, czy bylibyśmy zdolni taką rozmowę prowadzić dalej, albo w ogóle do niej doprowadzić?  Taka rozmowa ma na celu zbliżyć dwoje ludzi. I jest to pomysł, ponieważ jeśli we dwójkę spojrzymy na to co się stało, co robimy źle i do czego to może doprowadzić, to chyba nie ma bardziej cementującej rzeczy niż przejść razem przez wspólne problemy. Podkreślam razem. Nie może być tak, że boimy się powiedzieć partnerowi co nas boli, np. ze strachu przed jego gwałtownością i pretensjami. Trzeba umieć wchodząc w związek także pokazać jak sami widzimy wiele spraw i starać się wypracować kompromis. Zdaję sobie sprawę z oczywistości tych słów jednak nie zawsze w praktyce to tak wygląda. Ostatnio spotykam się z ciągłym ograniczeniem moich znajomych przez swoich partnerów. Ze zjawiskami dominacji czy wręcz związkowej tyrani i despotyzmu. A druga osoba nosi to wszystko w sobie jak kamień, który jeszcze bardziej ciągnie w dół. Hm... przydałoby się tu przytoczyć słowa jednej z piosenek Dżemu „...zastanówcie się wszyscy, o czym marzy każdy z nas...”. Tak zastanówmy się czy będąc z kimś czy nasze postępowanie nie koliduje z marzeniami drugiej osoby, z jej przestrzenią życiową. A może właśnie to doprowadzi do tego, że będziemy mieć wymarzony związek. A to raczej sprzyja dalszemu poznawaniu się, zbliżaniu się do siebie. Bo chyba oto w tym chodzi, aby będąc z sobą jak najdłużej zbliżyć się jak najbliżej. Więc może warto rzucić kamień jak w piosence Anity Lipnickiej „Rzuciłam kamień”, która pokazuje, że mimo różnić między dwojgiem ludzi można być z sobą, cieszyć się życiem i nie ograniczać. Jak zwykle czekam na komentarze, maile i Wasze opinie. Do następnego razu. Rafalu
|
|
Komentarzy:
87
|
|
2006-07-16
Powrót??
|
Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Witam tych najwytrwalszych, którzy nie zwątpili i cierpliwie czekali na kolejną notkę. Przyznam się, że nie wiedziałem, że jest aż tak duże zapotrzebowanie na moje słowa. Z komputerem chyba już wszystko w porządku... ale ostatnio sam miewam jakieś chwile zachwiania... Ostatnio zdałem sobie sprawę, że jestem już w wieku, kiedy ma się za sobą pierwsze poważne lub mniej poważne błędy życiowe. W jakimś stopniu człowiek nawet próbuje ułożyć sobie życie. Jednak najdziwniejsze jest to, że nigdy nie może być wszystkiego pewien.. Podobno człowiek jest tylko człowiekiem i to co głównie zawodzi nawet w najdoskonalszych systemach to właśnie... element ludzki. O tym jak skomplikowana, a zarazem chwiejną istotą jesteśmy nie muszę chyba wspominać. Najważniejsze jest chyba to, że próbujemy podążać jakąś własną, wytyczoną drogą. Czasem mamy wrażenie, że prowadzi nas jakaś niewidzialna siła. Lecimy, a może wręcz ślizgamy się na jakiejś wielkiej fali szczęścia. Fali, z której upadek jest bardzo bolesny.  Kiedy byłem w podstawówce to uczono mnie, że człowieka można zniszczyć, można go wbić w ziemię po czubek głowy, ale nie można go pokonać. I teraz wiem, że wtedy nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Kiedyś przypadkowo trafiłem na tekst piosenki zespołu Turbo pt. „Dorosłe dzieci”, który to właśnie mówi o tym, że młody człowiek nie jest za bardzo przygotowany do dorosłego życia, ponieważ w szkole uczony jest bądź był wciąż rzeczy, z których nigdy nie zrobi on pożytku. Cytując nawet fragment tekstu trafimy na zdanie „nauczyli nas regułek i dat”, a potem „ale nikt nie powiedział jak żyć”. Szkoda, że w dzisiejszych czasach piosenka ta została nieco zapomniana. Albo inaczej szkoda, że nikt dziś nie przypomina tych słów. Jednak zastanawiacie się pewnie do czego zmierzam?? Do czegoś co określone jest mianem „wiedza życiowa”, albo „życiowa mądrość”, choć tego drugiego kazała kiedyś unikać Maryla Rodowicz w piosence autorstwa Agnieszki Osieckiej. „Wiedza życiowa”, a raczej rodzaj jakiegoś pragmatyzmu, czy wręcz doświadczeniu, a głównie umiejętności zachowania się w sytuacjach jakie niesie nam życie. Coś aby odnaleźć się w rzeczywistości, która nas otacza. Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam nowy dzień, ale zawsze musimy umieć jakoś się do niego dostosować. Losowość naszych dziejów, wydarzeń bywa naprawdę różna. Jednak są to rzeczy tak oczywiste, że chyba od razu przejdę do meritum. Jak wspomniałem wyżej powszechnie uważa się, że nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Skłaniam się ku temu by zebrać wszystko do kupy co napisałem wyżej i stwierdzić jednoznacznie, że nie wiadomo co komu danego dnia przyjdzie do głowy. Co w nas wytrzyma, a co w końcu w nas puści, czy wręcz da za wygraną. Być może człowieka nie można zniszczyć, ale często człowiek usiłuje niszczyć siebie sam. Zastanawiające jest gdzie jest siła przetrwania. Czy jeszcze jest coś takiego? A może właśnie ona jest powodem naszej destrukcji?? Oczywiście postępującej destrukcji?? Tym razem wstęp jest dziś dłuższy od samego sedna. Ostatnimi czasy do takich rozmyślań skłoniło mnie wiele zmian jakich byłem świadkiem w przeciągu jednego miesiąca czerwca. Dziwnym trafem była to pora rozstań szczególnie osób, które były ze sobą w związkach dość długo. Niektóre rozstania były za obopólnym „porozumieniem stron”, natomiast inne spadły jak grom z jasnego nieba. I sami chyba wiecie jak bardzo trudno przywrócić w sobie taką normalność, taką wolę ciągnięcia tego wszystkiego samemu. Zbaczając lekko z tematu chciałbym Was spytać (choć odpowiedź nasuwa się sama) kiedy możemy mówić o miłości, gdy kocha tylko jedna ze stron czy gdy tylko kochają oboje się nawzajem, żeby dodać pełni jasności? Jest to bardzo ważne w kontekście rozstań, bo jest to proceder dość okrutny w swojej treści. Kiedy jedno kocha drugie, a te drugie nagle zmienia punkt widzenia, albo odniesienia. No ale cóż czyżby tylko element ludzki?? Pozdrawiam i do następnego (obiecuję, że nie tak długiego) razu. Rafalu |
|
Komentarzy:
44
|
|
2006-07-11
Nie zginąłem!!!!!!!!!
|
Moi drodzy czytelnicy, w związku z trwająca juz długi czas awarią mojego komputera i wreszcie oddaniem go w dobre rece informatyka, chciałbym przeprosic za zwłokę jaka nastapila w oczekiwaniu na nową notkę. Kolejny wpis jest już gotowy i czeka na umieszczenie, wiec wszystkich proszę o wyrozumniałość. Poza tym jestem ciekaw co u Was?? Pozdrawiam i do jak najszybszego następnego razu. Rafalu P.S. jak na ironię notka, która miała ukazać się w poprzedni czwartek miała być o rozstaniu.... |
|
Komentarzy:
17
|
|
2006-06-23
Bezsenna noc
|
Witam wszystkich po no chyba najdłuższej przerwie jaka mi się przydarzyła od początku prowadzenia tego bloga. Trochę rzeczy zdarzyło się przez ten czas, wiele nowych przemyśleń i postaram się Wam o tym wszystkim po części napisać. Ale na początek przepraszać, że musieliście tyle na mnie czekać... Niestety brak czasu robi swoje. Ostatnio przydarzyła mi się bezsenna noc. Niby nic dziwnego, niby nic wielkiego, a jednak. To wyglądało jakby jakaś siła specjalnie nie pozwoliła mi zasnąć by za wszelką cenę zobaczyć świt. I powiem szczerze, że było warto. Czasami naprawdę w tym całym zabieganiu nie dostrzegamy jakie wrażenia wizualne mogą nas spotkać o 3 nad ranem o tej porze roku. Co do samego niezaśnięcia to sprawa bardzo dziwna o tyle, że zwykle w środku tygodnia wystarczy, że przykładam głowę do poduszki i... dzwoni budzik. Tym razem setki myśli przechodziły mi przez głowę. A wśród nich ta jedna myśl, która okazała się później tylko małym kaprysem, grymasem. Nie wiem jak często Wam się zdarzają bezsenne noce i co je powoduje, ale jeśli ktoś chciałby o tym opowiedzieć to nie ma sprawy, chętnie wysłucham. Ci którzy myśleli, że notka będzie tylko o moich przeżyciach związanych z niezasypianiem, zapewne już skończyli czytanie. Dodam tylko tyle, że można zrozumieć poetów oglądając świt o 3 nad ranem. Sprawa, którą chciałem poruszyć dziś, dojrzewała we mnie od samego początku pisania na tej stronie. Chyba nadszedł właściwy moment, żeby podjąć tą rzecz, która mnie jako byłego muzyka, autora tekstów piosenek, od zawsze nurtowała. Zacznę od zapytania, czy naprawdę o gustach się nie powinno dyskutować?? Niedawno natknąłem się na wywiad pewnej dziennikarki muzycznej z liderem pewnego alternatywnego zespołu muzycznego. Zespół ten kilka lat temu nawet zaistniał medialnie, ale potem coś jakby przycichło. Właśnie ta rozmowa skłoniła mnie do podjęcia tego tematu. Otóż wokalista stwierdził, że ludzie nie słuchają muzyki jego zespołu, ponieważ ona w radiu (tym komercyjnym) i telewizji (jak wyżej) nie istnieje. Dodał, że ludzie wolą słuchać muzyki, przy której można zmniejszyć myślenie do minimum oraz która praktycznie nic ze sobą nie niesie. Stwierdził również, że takie osoby słuchające wyżej wymienionych massmediów w tym momencie nic nie czują. Nie czują nic do tego stopnia, że nie potrafią dostrzec czegoś naprawdę wartościowego. I powiem szczerze, że trudno mi się z tą opinią nie zgodzić. Mnie zawsze zastanawiało, dlaczego pośród tak różnorodnej muzyki w stacjach głównie komercyjnych lecą wciąż te same piosenki. Często nawet mam wrażenie, że stali słuchacze nie orientują się czy dany zespół nagrał jeszcze jakieś inne piosenki.  Przyznam, że naprawdę, aby usłyszeć coś w radiu wartościowego to trzeba kilka nocy zarwać, to samo tyczy się telewizji. Czy naprawdę tak za przeproszeniem nasze społeczeństwo idzie na łatwiznę?? Czy wolimy słuchać tego co dyktuje nam jakaś stacja radiowa, albo zasłyszeliśmy w jakimś klubie?? I w końcu może najważniejsze pytanie, dlaczego się na to godzimy w czasach kiedy wszem i wobec nawołuje się by być oryginalnym, niepowtarzalnym, a na każdym kroku powiela się te same wzorce?? Być może odpowiedzi jest wiele. Czasem wydaje mi się, że do wielu rzeczy ludzie podchodzą zbyt pobieżnie. Czasami winna jest ludzka skłonność do zasłuchiwania melodyjnych kawałków, których niby to człowiek nie słucha, a zna. Spytałem kiedyś moją koleżankę rówieśniczkę, dlaczego w swojej pracy słucha takiego właśnie komercyjnego radia, a nie np. innego i chodziło mi tu o Program 3 Polskiego Radia. Odpowiedziała mi, że dla niej radio które słucha jest takie „młodzieżowe”, a „trójka” jest dla starych dziadów, bo jest tam za dużo gadania!! Oto więc mamy odpowiedź, niektórzy uodparniają się na przekazywanie jakichkolwiek treści.  Co ciekawe to jeszcze muszę powiedzieć, że zauważam bardzo często jak ludzie, którym niby towarzyszy wciąż muzyka, potrafią nie pamiętać o piosence, która została nagraną dawno temu, ponieważ zespół nie nagrał nic nowego. I tu taki przykład, gdy zespół Ich Troje nagrał przebój „A wszystko to...” ludzie nagle rzucili się do sklepów, nagle zaczęło się mówić o tym zespole i wszyscy myśleli, ze wspomniany zespół jest debiutantem, że to ich pierwsza płyta. Dla tych co nie wiedzą dodam, że był to ich już 3 album. Jednak reasumując, czy rzeczywiście człowiek przestaje czuć cokolwiek, nie potrafi poradzić sobie z uczuciami wyższymi, słuchając muzyki przystępnej i dostępnej w każdej komercyjnej rozgłośni radiowej?? Przecież na tych piosenkach nie nauczy się żyć, nie nauczy się kochać. Zauważcie, że dominują tam tylko dwa stany uczuciowe: pseudomiłość i rozstanie, albo smutek po rozstaniu. A gdzie reszta?? Dlaczego nie słucha się o rzeczach dla nas ważnych?? Czasem zdarzają się na tym blogu komentarze, że jest tu zbyt ponuro czy że jest za dużo tekstu. Czy to nie o czymś świadczy czego oczekują przypadkowi bywalcy takich stron?? Pisze o tym bo trudno jest trafić ostatnio na osobę, z która można naprawdę wymienić się swoimi przeżyciami choćby po wysłuchaniu albumu Marii Peszek, zespołu Lao Che, czy mieszkającej w moich myślach Noryh Jones i wielu wielu innych.  Zaryzykuję stwierdzenie, że być może sytuacja w kraju jest jak jest, bo nie słuchamy tych, którzy nie mówią tak głośno, ale za to mądrze. Jak zwykle czekam na Wasze komentarze w tej sprawie. Zdaję sobie sprawę, że notka ta nie będzie cieszyć się tak dużą ilością komentarzy bo jest zupełnie inna od pozostałych, ale właśnie o to chodziło. No i na koniec jeszcze jedna sprawa. Tak się złożyło, że w tym tygodniu skoczyło nam 20 000 osób odwiedzających tego bloga. Z tego tytułu naprawdę wszystkim chciałbym podziękować. Oby tak dalej, a do września zrobimy 30 000!! A więc niech ta kolejka, która oczekuje na komentowanie od dłuższego czasu da upust swojemu pisaniu. Tymczasem się żegnam i do następnego razu!! Rafalu P.S. Dziękuję koledze Sąsiadowi za przeogromny zastrzyk świeżych fotek na najwyższym sąsiadowym poziomie. |
|
Komentarzy:
62
|
|
2006-06-09
Życie/Śmierć
|
Czasami tak bywa, że trzeba odpocząć od pisania by nabrać świeżości, a przy tym czerpać nadal z tego radość. Mam nadzieję, że obecna notka zadowoli najwybredniejszych i najbardziej czepialskich czytelników. Oczywiście korzystając z okazji chętnie ich pozdrawiam.Rozpisywałem się wiele o życiu. O tym, że może w tym wszystkim chodzi o to by przeć prosto do przodu i nie oglądać się na innych. Po prostu robić swoje. Wykorzystać sytuację, że znaleźliśmy się wszyscy na tym świecie, aby móc przeżyć je jak najlepiej. Ale średniowiecznym zwyczajem nie możemy zapominać, że nieodłączną częścią życia jest śmierć. I nie chodzi mi o jego kres. Po pierwsze śmierć nas umacnia. Choć na samym początku może nas nieźle osłabić. Skruszyć w nas sens życia. Mówię tu o śmierci kogoś bliskiego, ważnego. Ale z czasem tak jak rozstanie dwojga kochanków daje nam wiele czarnych myśli, tak z każdym kolejnym odejściem (czy to rozstaniem czy umieraniem) mimo wszystko jest nam jakby łatwiej. Może to kwestia dojrzewania, albo wyraz jakiejś rutyny. Chyba wspominałem kiedyś, że śmierć kojarzy się (przynajmniej mi) z cierpieniem, okrutnym bólem. Być może jest to odpowiedź na to czemu nas tak smuci. Oczywiście smuci po części. Druga część to emocje związane z umarłą osobą. Ale być może śmierć to dla nas jakaś nagroda. Jakiś odpoczynek za poniesiony trud całego życia, a może nawet nowe życie dla nas. Takie jak byśmy chcieli. Może słabość naszego ciała, kruchość naszego żywota daje nam wysnuć taki wniosek, że może właśnie żyjemy w śmierci i przez nią zaczynamy żyć. To chyba tyle tytułem wprowadzenia.Po drugie zastanawiające jest jak często myślimy o śmierci. Czasem jest to lęk przed nią, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie, czy zasypiając obudzimy się, czy budząc zaśniemy?? Czasem jest to lęk o naszych bliskich, czy oni sobie poradzą. Ale jak często zadajemy sobie pytanie no dobra śmierć przychodzi i co dalej?? Co dalej jest?? Nie wiem. A może właśnie w głębi duszy człowiek to wie, tylko dawno już zapomnieliśmy jak się słuchać. Żyjemy w bardzo głośnym świecie, gdzie kolejne wydarzenie potrafi nas skłonić do zmiany poglądów, myślenia. Gdzie słuchamy rzeczy banalnych będąc głuchym na rzeczy ambitniejsze. Pozwalamy się prowadzić innym głosom zapominając o sobie. Myślę, odpowiedź na wiele pytań nosimy w sobie, tylko często za bardzo z siebie rezygnujemy. Rezygnujemy z poznania siebie, na rzecz... no właśnie czego? A może raczej kogo? Zostawię to bez odpowiedzi, ponieważ pisałem już kiedyś o tym w poprzednich notkach. No i kwestia trzecia, jakoby ta która skłoniła mnie do napisania dzisiejszej notki. Natchnieniem dla niej była dla mnie pewna rozmowa z osobą, której dedykuję dzisiejszy tekst, ale też i własne doświadczenia. Jak często sami przywołujemy śmierć do swojego życia?? Ile to razy myślimy tak będzie prościej?? Sami odpowiedzcie sobie na to. Ale czy rzeczywiście byłoby prościej?? Mieliście sytuację kiedy z zamkniętymi oczami szliście po przejściu dla pieszych zdając się na los? To dziwne, że gdy człowieka napada smutek, dąży on do samodestrukcji. A może jest to jakiś mechanizm obronny. Przecież jeśli nachodzą nas myśli, że wszystko idzie źle, nie mamy dokąd iść, do kogo się odezwać, włącza się myślenie o naszej bezsilności wobec zła tego świata. A wraz z nim często skazujemy się od razu na coś w rodzaju „nie mam po co żyć”. I trwa tak nieustający proces, który w jakimś stopniu wyciąga nas ku górze, pokazując że chyba jednak na tą śmierć nie zasłużyliśmy. Ale nie ma tak dobrze. Wszelkie zaburzenia znane nauce powodują, że problem ten może być naprawdę poważny. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz z całego tego „gadania”, dlaczego w chwilach zwątpienia od razu lekką ręką przestajemy to co dla nas powinno być najcenniejsze, mianowicie życie. A prawda jest taka, że my swojego życia nie szanujemy, ale niestety nie mamy na to zbyt dużego wpływu. Żyjemy w dużym stresie, który rozregulowuje nasze wszystkie procesy życiowe. Leki, używki, środowisko to także wpływa na nasze zdrowie. Ale o tym wszyscy wiedzą, poza tym nie jest to wykład pt. „Jak ustrzec się polskiej służby zdrowia”. Ostatnia kwestia, która zostanie niedokończona tak jak wiele ludzkich żywotów, a która zastanawia mnie mocno, to pytanie dlaczego ludzie tak często sięgają po śmierć?? Dają ją jedni drugim, aplikują sobie. Czyżby to było jedyne czasem rozwiązanie. Myślę sobie, ze jest coś nie tak w machinie ludzkiego świata. Ale jak mówię ta kwestia zostaje niedokończona... Może warto by było w jakiś sposób docenić życie. Kiedyś napisałem takie słowa jednej z piosenek „Mamy tylko siebie nawzajem, czasem to więcej niż nic”. Tu i teraz przyznaje jak bardzo się myliłem bo przecież mamy siebie samych. Swoje życie i z takim potencjałem można wiele osiągnąć.Pozdrawiam wszystkich i przy okazji przepraszam za dość długi okres oczekiwania na nową notkę, po prostu tak się jakoś to wszystko złożyło. Proszę również o cierpliwość mailujących do mnie, wkrótce każdy dostanie odpowiedź, a niektórzy czekają na nią już długo. O wszystkich pamiętam!! Tak więc miłego komentowania! Dodam również informację dla tych, którzy są tu pierwszy raz, a także dla tych którzy odwiedzają to miejsce tylko i wyłącznie dla fotografii, że zdjęcia zamieszczane na tej stronie są dziełem mojego dobrego kompana niedopitych piw i wszystkiego co między sąsiadami jest wspólne, czyli jego wysokości Sąsiada, który moim zdaniem jak zwykle stanął na wysokości zadania. Trzymajcie się i tradycyjnie – do następnego razu!!!Rafalu |
|
Komentarzy:
717
|
|
2006-05-26
Słowa, słowa, słowa...
|
Zacznę może od razu od tego co mam Wam do powiedzenia. Jednak z góry uprzedzam, że zależy mi na Waszej ocenie. Liczę, że Ci którzy do tej pory bali się napisać, albo po prostu nie chcieli tego zrobić z sobie tylko znanych przyczyn, w końcu przełamią się. Cała notka dotyczyć będzie... no i właśnie jak to określić jednym zdaniem? Zasad etycznych, honoru, swoistego fair play. Choć mówi się, że podobno w stosunkach damsko-męskich jak i na wojnie pewne rzeczy nie obowiązują. Ale do rzeczy. Wyobraźcie sobie związek dwojga ludzi. Załóżmy, że trwa on już trochę. Wszystko układa się w porządku, bez jakichś większych awantur. Czyli tak jak w życiu. Aby przerwać ten sielankowy nastrój nie możemy zapominać o pewnym czynniku. Wśród nas krążą ludzie, którzy potrafią popsuć ludzkie szczęście dbając tylko i wyłącznie o swoje dobro. Wyobraźcie sobie że w tym naszym związku na horyzoncie pojawia się ktoś trzeci. I mimo to, że jedna z tych osób jest zajęta, ten trzeci próbuje, użyjmy jak najbardziej potocznego słowa, poderwać osobę z tego związku. Tak moi drodzy w pewnym sensie nawiązuję do tematu zdrady, który to podjąłem parę tygodni temu. Ale sami zobaczcie jakie to życiowe. Czy nie byliście świadkami takich sytuacji?? Na pewno sami znacie osoby, które nie tyle potrafią rozbić czyjś związek a potem i tak porzucić „zdobytą osobę”. Gama ludzkich zachowań jest na tyle szeroka, że trudno o niej pisać jednym zdaniem, ale jest na tyle ograniczona, że wiadomo do czego zdolny jest człowiek. A to do czego zdolny jest człowiek zaślepiony miłością (albo uczuciem podobnej maści) potrafi mnie czasem zaskoczyć, ale już nie tak bardzo. Wróćmy jednak do naszej sytuacji. Prześledźmy ją na kilka sposobów. Załóżmy, że osoba ta tzw. trzecia czuje coś do jednej z osób będących w związku. Czy Waszym zdaniem osoba ta powinna próbować zdobyć właśnie tą osobę? Czy ten nasz tzw. trzeci powinien podjąć wszelkie działania, łącznie ze zniszczeniem szczęścia tych dwóch osób, aby zaspokoić swoje chęci?? A jeżeli ta osoba będąca w związku ulegnie, czyli zdradzi, czyli opuści tą drugą osobę, to kto jest winien wobec kogo?? Przedstawię Wam na to moje zdanie, jednak zaznaczam, że jest to tylko moja opinia i jeśli nie mam racji, albo ktoś ma inne zdanie to ja go chętnie wysłucham. Wydaję mi się, że winien jest ten który jest początkiem całego wydarzenia. Iskrą zapalną tej sytuacji. Bo jeśli pojawia się ktoś kto niszczy czyjeś szczęście, coś co chce zbudować dwoje ludzi to wybaczcie ale moim zdaniem jest to zachowanie nieetyczne. Ktoś z Was może powiedzieć od razu, że co w wypadku jeśli osoba będąca w tym związku źle się czuła i ten „trzeci” okazał się tym „jedynym”?? Od razu odpowiadam – to po co tyle czekać jeśli się jest z kimś do kogo ma się duże wątpliwości, na tyle duże by kogoś porzucić. Ale co z tą osobą, która uległa temu „trzeciemu”?? Czy też jest winna?? Moim zdaniem również, ale trochę mniej. Jej wina sprowadza się do skrzywdzenia drugiej osoby i złamania jego zaufania. Ale wiedzą Ci co pozostają w związkach, że nie szukają sami wrażeń. Jakiekolwiek pokusy związane ze zdradą rodzą się wraz z obecnością czy z pojawieniem się osób trzecich. Może to być jakiś spotkany nieznajomy na wycieczce, kolega bądź koleżanka ze szkoły z pracy, albo bliska przyjaciółka lub przyjaciel.  W tym momencie mogę znowu narazić się na zarzuty o seksizm, ale wydaję mi się, że kobiety mają mniej skrupułów w odbijaniu sobie facetów. Ale faceci nie są w tym gorsi. Podstawowa różnica polega na tym odbicie kobiety przez faceta nie trwa długo, ponieważ nie zawsze taki facet potrafi tę kobietę do końca do siebie przekonać. Kobiety, które odbijają sobie facetów są już bardziej stanowcze. Kiedyś między facetami przynajmniej obowiązywało cos takiego jak umowa dżentelmeńska. Niepisany zbiór praw, że jeden facet drugiemu w drogę nie wchodzi, ani nie zabiera drugiemu facetowi kobiety. Tu wskazuję na bliski związek i podobieństwo z 9 i 10 przykazaniem. I powiem szczerze, że są jeszcze kręgi facetów gdzie coś takiego jest przestrzegane. Jednak niestety zdarzają się wyjątki. Zastanawiam się właśnie wtedy czy ich zachowanie jest honorowe i etyczne?? Bo ja myślę że nie. A co w sytuacji kiedy „trzeci” podejmie próbę, ale mu się to nie uda?? Czy jest wtedy winny?? Oczywiście i moim zdaniem kwestia ta nie podlega komentarza. Zresztą na naszej drodze spotkamy masę takich osób. Nie sugerujcie się tym, że użyty przeze mnie wyraz „trzeci” z racji rodzaju męskiego odnosi się tylko do mężczyzn. Nic bardziej mylnego, po prostu musiałem wprowadzić jakąś symboliczną terminologię. Zakończę ten wywód takimi słowami, że najważniejsze jest to by bronić się przed takimi sytuacjami i osobami, szczególnie w kontekście budowania dobrego związku. I to, że nie damy się skusić, że wytrwamy buduje w nas same pozytywne cechy. Czekam na Waszą reakcję, co Wy myślicie?? Czekam na komentarze i oczywiście na maile pod adresem rafalu1@o2.pl. Pozdrawiam i do następnego razu. Rafalu |
|
Komentarzy:
79
|
|
2006-05-18
„Wielkie hotele kryją w sobie tajemnice swe, wynajmij pokój, w ciszę wsłuchaj się i grzesz...”
|
Dzisiejszy tytuł potraktuję jako pewną metaforę dotyczącej tematu dzisiejszej notki. Czy oby tylko hotele kryją w sobie jakiś tajemnice?? Zastanówmy się czy człowiek nie może być takim hotelem, który rozrasta się przez całe życie, w którym „zamieszkują” i to czasowo z różną częstotliwością wszystkie uczucia. Jeśli to czym darzymy poszczególnych przyjaciół czy znajomych i duża ich różnorodność przez całe nasze życie, to jak najbardziej te sprawy mogą w naszym hotelu zamieszkać. A wszyscy wiemy, że wszystko to w człowieku siedzi, zmienia się, przybywa i ubywa. 
Ale tak jak tytułowe hotele kryją w sobie pewne tajemnice, tak jak i każdy z nas ma swoje sekrety, o których czasem woli milczeć. Powodem milczenia chyba najczęściej jest wstyd. Wstyd i reakcja na to co sobie ktoś o nas pomyśli. Jednak my niekoniecznie żałujemy tego co zrobiliśmy, jednak presja naszego otoczenia powoduje taki a nie inny stan rzeczy. Także często mamy wrażenie, że pewne sprawy dotyczą nas, a wszyscy dookoła są „czyści”. Postaram się przekonać, że takie myślenie jest jak najbardziej błędne. To z racji postawionej przeze mnie tezy, że wszyscy coś ukrywamy przed kimś, a czasem przed samym sobą. Największą bolączką współczesnego świata, przynajmniej dla mnie, jest to, że ludzie coraz mniej ze sobą rozmawiają. A przynajmniej chodzi mi tu o szczere rozmowy. Wszyscy wchodzą na taki miły służbowy żargon jaki najczęściej można usłyszeć w biurze, urzędzie, w punktach sprzedaży, a nawet w oficjalnej korespondencji.
Niby dlaczego my Polacy mamy opinię narzekaczy?? Otóż dlatego, że sami nie chcemy się słuchać nawzajem. Czasami mam wrażenie, że otaczający nas ludzie we wszystkim doszukają sensacji. Wystarczy, że ktoś zmieni fryzurę, podjedzie nowym autem, spotka się z kimś to już powstaje nam sensacja, albo jej bliski krewny plotka. Stąd już blisko do czegoś co można nazwać jako osąd i wyrok. 
Nie oszukujmy się są ludzie, którym właśnie na tym zależy. Świadczy to niestety o braku z ich strony samoakceptacji i wychodzą z założenia, że jeśli inni ich zaakceptują to w jakimś stopniu zostanie im to zrekompensowane. Taka osoba nie pośpi jednak długo spokojnie. Będzie szukać coraz to nowych rzeczy, by wciąż i wciąż na nowo była o niej mowa.
Tracimy zaufanie do siebie. Człowiek do człowieka. Jak często właśnie nauczeni nieraz doświadczeniem boimy się przyznać do czegoś, bo może (a niektórzy są wręcz przekonani, że musi) to przynieść negatywną ocenę, a przez co ucierpi i nasza samoocena. Wprowadzimy się w ten „błogosławiony” nastrój doła, gdzie wszystko jest do d..., my jesteśmy do d... i tak męczymy się z tym przez jakiś czas. Spójrzmy, że trzymanie czegoś w sobie powoduje tą samą reakcję. Więc może czasem lepiej zrzucić kamień z serca. Nie bronić zaciekle dostępu do swoich poczynań, bo każdy nosi w sobie jakieś dylematy. Pokażcie mi taką osobę, która nie popełniła błędu. Dlatego warto o tym rozmawiać. Czasem naprawdę w naszym odczuciu rzecz, którą robimy nie traktujemy jako coś złego, po prostu taką czuliśmy potrzebę. Ale obawa jest silniejsza. Sam wiele razy złapałem się na tym, co sobie ktoś pomyśli. A potem nagle otworzyłem oczy i stwierdziłem „a co mnie to obchodzi”. Ważne, że mi jest dobrze. Ważne, że coś zrobiłem dla siebie, a nie pod innych. Być może z powyższych słów emanuje spory egoizm to jednak zaręczam, że egoistą nigdy nie byłem i nie jestem. Po prostu otwarcie jestem przeciwko temu by ograniczać się na różne sposoby z tytułu tego, że ktoś ma na wiele spraw odmienne zdanie.
I na koniec nawiązanie do czegoś co już pisałem parę tygodni temu. Mianowicie, czy to że często się ukrywamy, popełniamy błędy, wstydzimy się ich, nie świadczy o tym, że jednak ulepieni jesteśmy z tej samej gliny?? Oczywiście jedni zwracają na to mniejszą bądź większą uwagę, ale jednak czasami powstają czynniki, które ograniczają nas w rozmowie i czynie oraz w otwarciu się na innego człowieka. I chyba tym stwierdzeniem zakończę jednocześnie ciekaw Waszego zdania na ten temat. Może warto odpowiedzieć na jedno ważne pytanie, które jednak bądź co bądź trzeba będzie sobie zadać. Czy mieliście kiedyś sytuację, że zrobiliście coś co powszechnie mogło być uznane za coś niestosownego i mogło zmienić zdanie innych o Was samych?? A może stanęliście przed wyborem i takiej rzeczy z tego powodu nie zrobiliście? Chodzi mi głównie o to by zdać sobie sprawę ile możemy stracić. Pozdrawiam i do następnego razu. Rafalu
P.S. A dziś Sąsiad z aparatem wśród zwierząt |
|
Komentarzy:
26
|
|
| O mnie |
 |
|
|
Księga gości |